W drodze do Armagedonu
Myślałem, że rząd Stanów Zjednoczonych osiągnął kolejny punkt krytyczny w zeszłym tygodniu, kiedy Federalna Komisja Sztuk Pięknych zatwierdziła pamiątkową monetę z 24-karatowego złota z okazji 250. rocznicy, przedstawiającą prezydenta Donalda J. Trumpa opierającego się o biurko z zaciśniętymi pięściami i zmarszczonym czołem, ale to było zanim sekretarz wojny Pete Hegseth zażądał od amerykańskich podatników 200 miliardów dolarów na dalszą walkę z Iranem, mówiąc: „Zabijanie złych ludzi wymaga pieniędzy!”.
Co prawda, zatwierdzenie monety było oczywistą decyzją, ponieważ Trump mianował wszystkich członków Komisji, podobnie jak zrobił to, gdy zapełnił skład zarządu po podjęciu decyzji o zniszczeniu i zmianie nazwy Centrum Sztuk Scenicznych im. Kennedy'ego. Jedynym problemem podczas dyskusji z przedstawicielami Mennicy Stanów Zjednoczonych był rozmiar monety, a prezydent nalegał, aby komisarze postawili na duże monety o maksymalnej średnicy trzech cali. Oczekuje się, że sekretarz skarbu Scott Bessent, kolejny lojalny wobec Trumpa, zleci wybicie monety.
Chciałbym zaznaczyć, że prezydent, który wydaje monetę ze swoim portretem, nie jest ugruntowaną amerykańską tradycją rządową. W rzeczywistości większość Amerykanów mogłaby uznać to za absolutnie niesmaczne, a nawet haniebne – za akt megalomana, którego można by uznać za szaleńca na podstawie jego własnych wypowiedzi i zachowań. W zeszłym tygodniu Trump spotkał się w Białym Domu z premier Japonii, Sanae Takaichi, wtedy to zażenował, odpowiadając na pytanie dziennikarza o swoją decyzję o „zaskoczeniu” Iranu atakiem na niego, mówiąc: „Kto wie lepiej, co to zaskoczenie niż Japonia? Prawda? Dlaczego nie powiedziałaś mi o Pearl Harbor? Prawda? Tak?” Takaichi był wyraźnie zszokowana.
Wcześniej w tym tygodniu Trump był również w szczytowej formie, jeśli chodzi o niestosowne komentarze, stwierdzając, że jest otwarty na użycie „wojsk lądowych” przeciwko Iranowi, co oznaczałoby śmierć wielu amerykańskich żołnierzy za nic, bez korzyści dla interesów lub potrzeb USA. Groził również rozpadem NATO, jeśli państwa członkowskie nie zjednoczą się wokół amerykańskich wysiłków zmierzających do pokonania Iranu i otwarcia Cieśniny Ormuz. Nieuchronnie nazwał tych, którzy nie chcą walczyć, „tchórzami”.
NATO, które co prawda straciło już swoją użyteczność, słusznie uznaje, że Iran to wojna Trumpa i Izraela, a nie Unii. Hiszpania bez ogródek powiedziała Trumpowi, żeby się wycofał i zablokowała amerykańskim samolotom wojskowym wspierającym wojnę korzystanie ze swoich baz NATO. Tymczasem Szwecja śmiało oświadczyła, że Izrael MUSI ZOSTAĆ IZOLOWANY i WYDALONY z instytucji międzynarodowych, takich jak ONZ i UE, z powodu eskalacji kryzysu w Strefie Gazy i aneksji Zachodniego Brzegu! Szwedzcy przywódcy potępiają przemoc na osiedlach, zakazy działalności organizacji pozarządowych i blokady pomocy jako „katastrofalne”, wzywając do nałożenia sankcji na „ekstremistycznych” ministrów Izraela i zamrożenia handlu. Kilka innych krajów również zadeklarowało aresztowanie Netanjahu, jeśli ten jeszcze żyje, na podstawie nakazu aresztowania wydanego przez Międzynarodowy Trybunał Karny, gdyby kiedykolwiek pojawił się w ich krajach. Odmówili również dostępu do przestrzeni powietrznej izraelskim samolotom z Netanjahu na pokładzie, co utrudnia premierowi podróżowanie poza Izrael. Francuski generał, Michel Yakovleff, który niegdyś dowodził Legią Cudzoziemską, porównał właśnie przyłączenie się Trumpa do Izraela, który napadł na Iran do „kupowania tanich biletów na Titanica”, który już uderzył w górę lodową.
I czekajcie, bo to nie wszystko! Trump grozi cofnięciem licencji amerykańskim nadawcom, którzy relacjonują wydarzenia związane z atakiem na Iran, które nie zgadzają się z propagandą o wojnie zatwierdzoną przez Biały Dom oraz Departamenty: Wojny i Stanu. Biały Dom nazywa takie doniesienia „fake newsami”. Jeśli zostanie zatwierdzona, decyzja ta uzależni wolność słowa mediów od tego, kto jest prezydentem i jakie ma poglądy polityczne, co może być śmiertelnym ciosem dla Pierwszej Poprawki. Pojawiają się również doniesienia, że Departament Sprawiedliwości ściga konserwatywnych krytyków wojny, w tym Tuckera Carlsona, który podobno zostanie zbadany pod kątem „działania w charakterze agenta obcego mocarstwa”. Jeden z kongresmenów powiązanych z AIPAC domaga się zbadania go pod zarzutem zdrady stanu, która jest jedyną zbrodnią w Konstytucji Stanów Zjednoczonych zagrożoną karą śmierci.
Podobnie Joe Kent, szanowany i wielokrotnie odznaczany dyrektor Narodowego Centrum Antyterrorystycznego USA, który ma nienaganne CV, znalazł się w centrum uwagi z powodu swojej wtorkowej rezygnacji ze stanowiska. Podał dwa powody. Po pierwsze, oświadczył, że twierdzenie o wojnie z Iranem, jakoby Iran stanowił „bezpośrednie zagrożenie” dla Stanów Zjednoczonych, jest kłamstwem, a po drugie, że wojna toczy się w imieniu Izraela, a nie w interesie jakiegokolwiek amerykańskiego interesu narodowego lub bezpieczeństwa. Kent miał rację w każdym szczególe, zauważając, jak „wysoko postawieni izraelscy urzędnicy i wpływowi przedstawiciele amerykańskich mediów” ciężko pracowali nad kampanią dezinformacyjną, mającą na celu doprowadzenie do wojny z Iranem, z korzyścią dla Tel Awiwu i premiera, Benjamina Netanjahu. Zarówno oni, jak i Trump oraz jego sztab uparcie kłamali na temat konfliktu, posuwając się nawet do określania go mianem „wycieczki” zamiast „wojny”, aby sprzedać go opinii publicznej. Trump skłamał nawet na temat amerykańskiego bombardowania pierwszego dnia wojny, w którym zginęło 170 irańskich uczennic, fałszywie twierdząc, że atak przeprowadził Iran.
Próba zdyskredytowania Kenta idzie pełną parą. Według Trumpa, „Zawsze uważałem, że jest słaby w kwestii bezpieczeństwa, bardzo słaby w kwestii bezpieczeństwa. Nie jest zbyt dobry”, śmieszne stwierdzenie jak na kogoś takiego jak prezydent, biorąc pod uwagę jego przeszłość. A FBI podobno prowadzi śledztwo w sprawie Kenta o rzekomych „wyciekach tajnych informacji”, których nie miał prawa ujawnić. Trump pokazał również, jaką jest klasą, wykorzystując śmierć amerykańskich żołnierzy jako haczyk do zdobywania datków i innego wsparcia dla własnych komitetów działań politycznych. Wiadomość, wysłana w czwartek i opłacona przez zarejestrowany przez Trumpa Never Surrender Inc. pac, reklamowała nowe „Członkostwo w Informacji o Bezpieczeństwie Narodowym” i zawierała wiele linków do darowizn. W zaproszeniu znalazło się zdjęcie Trumpa w jego zwariowanej czapce baseballowej salutującego trumnom przejeżdżającym obok bazy sił powietrznych w Dover. Brak godności pokazania się w tej bejsbolówce obraził wielu czynnych żołnierzy, a także weteranów, takich jak ja!
I na koniec, coś, co może okazać się dobrą wiadomością! Od kilku tygodni krążą doniesienia o nieszczęściach największego okrętu wojennego świata, lotniskowca USS Gerald R. Ford, począwszy od awarii toalet okrętowych, wymagających napraw i konserwacji. Według jednego z raportów, przyczyną mogło być celowe zatkanie instalacji wodno-kanalizacyjnej przez członków załogi, którzy spłukiwali wodę, a następnie wpychali do niej ubrania i inne „niestrawne” przedmioty. Zgłoszono również duży, 30-godzinny pożar w pralni okrętowej, który zmusił do powrotu na Kretę w celu przeprowadzenia gruntownego remontu. Ford opuścił już obszar operacyjny powiązany z Iranem.
Na portalach takich jak Facebook pojawiają się również informacje o wewnętrznych sporach, choć nie można ich zweryfikować. Dotyczą one marynarzy odmawiających wykonania rozkazów, a nawet oficerów kwestionujących fakt, że okręty zajmują pozycje bojowe przeciwko Iranowi bez odpowiednich zezwoleń Konstytucji i uprawnień wojennych na takie działania. Według jednej z relacji, zarówno żołnierze, jak i marynarze przyzwyczaili się do salutowania swoim oficerom nie słowami „Tak, proszę pana!”, a raczej „Epstein!”. W niektórych kręgach krążą pogłoski, że znaczna część marynarki wojennej jest „oporna”, co między innymi wywołuje wściekłość u Donalda J. Trumpa, ponieważ rzekomo uchylają się od służby wojskowej z powodu odmowy wykonywania rozkazów. Jeśli doniesienia te są prawdziwe, powinny one zostać przyjęte z entuzjazmem przez nas wszystkich, którzy mamy już dość Izraela, Trumpa i wojny, która może przekształcić się w wojnę nuklearną szybciej, niż ktokolwiek chciałby przypuszczać, zwłaszcza jeśli Izrael zacznie ponosić duże straty i stanie się zdesperowany.
Inną rzeczą, o której pan Trump, samozwańczy geniusz, powinien pomyśleć, jest możliwość, że jeśli Stany Zjednoczone zdecydują się ograniczyć straty i wycofać się z wojny z Iranem, Izrael będzie bardzo wściekły. Netanjahu może po prostu użyć fałszywej flagi, tak jak w rzeczywistości było to 11 września, aby zabić dużą liczbę Amerykanów stacjonujących na Bliskim Wschodzie, zrzucając winę na Iran, aby zmotywować Trumpa do kontynuowania działań. Ta możliwość opiera się jedynie na podejrzeniu, które pielęgnuję, ponieważ Trump jest coraz bardziej zdenerwowany wojną, a przecież Izrael historycznie rzecz biorąc nie miał problemu z zabijaniem Amerykanów w razie potrzeby. Ani kogokolwiek innego.
Philip Giraldi
Ron Paul Institute

