slide 1

Czy opcja Samsona jest nie do pomyślenia?

Andrzej Jędrzejewski włącz .

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Opcja Samsona, izraelska doktryna ostatecznego odwetu nuklearnego, nie jest już teoretycznym scenariuszem. Po siedmiu tygodniach wojny w Zatoce Perskiej warunki, które mogłyby ją wywołać, nie ujawniają się; mogą już istnieć. To, co zaczęło się jako wspólna kampania USA i Izraela na rzecz zmiany reżimu i dekapitacji irańskich przywódców, załamało się, przeradzając się w przedłużającą się strategiczną porażkę. Cieśnina Ormuz pozostaje zamknięta. Bazy amerykańskie po drugiej stronie Zatoki zostały ewakuowane. Amerykańskie wpływy w Iraku uległy załamaniu. Zaledwie kilka dni temu nieudana operacja amerykańska w pobliżu Isfahanu, mająca na celu sparaliżowanie irańskiego programu nuklearnego, zakończyła się upokorzeniem, obnażając ograniczenia potęgi Zachodu. W tej próżni pytanie nie brzmi, czy Izrael posiada broń jądrową. Wszyscy wiedzą, że ją posiada: około 200 głowic, możliwych do przenoszenia drogą powietrzną, lądową i morską. Ta niejasność ma charakter dyplomatyczny, a nie faktyczny. Pytanie brzmi, czy Izrael w końcu ich użyje.


Izrael nigdy oficjalnie nie ogłosił swojego arsenału nuklearnego, ale milcząco przyznał się do jego istnienia, mimo dekad sygnałów, przecieków i strategicznej niejasności. To nie jest tajemnica; to wybór polityczny. Wybór ten zawsze opierał się na jednym założeniu: że Stany Zjednoczone zapewnią konwencjonalną tarczę, pozwalającą Izraelowi utrzymać nuklearny miecz w pochwie. To założenie teraz się łamie. Nawet przy pełnym wsparciu Ameryki Izrael nie może pokonać Iranu. Głębia, rozproszenie i asymetryczne możliwości Republiki Islamskiej sprawiają, że zdecydowane zwycięstwo w konwencjonalny sposób jest niemożliwe. A bez amerykańskiego wsparcia Izrael nie tylko samotnie walczy, ale stoi w obliczu dotkliwej porażki. To jest nowa rzeczywistość.

Będziemy używać słowa „negocjacje” na określenie niedawnego cyrku/szarady/urojenia w Islamabadzie z braku lepszego określenia. Negocjacje te jeszcze bardziej obnażyły ​​desperację Trumpa. Nie chodzi o to, że zmienił zdanie po kilku godzinach, czego można się spodziewać (i przypuszczalnie Irańczycy rzeczywiście się tego spodziewali), ale o niemal dwubiegunowy, szalony, wrzaskliwy ton, w jakim to zrobił. Być może zdaje sobie sprawę, że ta wojna będzie jego dziedzictwem. I nie będzie to miłe dziedzictwo. W tym momencie pozostają mu trzy opcje:

1) Wyruszyć w teren – niedawna klęska w Isfahanie sugeruje, że na razie nie jest do tego zbyt chętny

2) Spełnić groźbę „zbombardowania Iranu do epoki kamienia łupanego”

3) Zacząć dystansować się od Bibiego i wojny

 

Czy „najróżniejsze sygnały” wokół niedawno ogłoszonego (i szybko zerwanego) zawieszenia broni były próbą Trumpa zdystansowania się od Bibiego i wojny? Miałoby to oczywiście różnorakie konsekwencje, ale być może najważniejsze byłoby to, jak Izrael zareagowałby strategicznie. Bez pełnego poparcia ze strony USA, Izrael wyraźnie uznałby swoją pozycję w wojnie za znacznie bliższą egzystencjalnej.

Po siedmiu tygodniach ciągłych irańskich ataków rakietowych i dronów, izraelskie pociski przechwytujące obrony powietrznej są na wyczerpaniu. Uzupełnienie zapasów wymaga amerykańskiej logistyki, woli politycznej i potencjału przemysłowego, a z tym mogą pojawić się problemy. Irańskie podziemne instalacje, mobilne wyrzutnie i sieci proxy udowodniły swoją odporność. Izrael bombardowaniem nie osiągnie zwycięstwa. Dlatego jeśli konwencjonalne opcje się wyczerpią, logika Opcji Samsona może stać się kusząca: jeśli państwo nie może wygrać walką, to nie może zapewnić przetrwanie swoim wrogom.

Tego rachunku nie łagodzą etyczne wahania. Pogląd, że izraelscy przywódcy dręczą się nad moralnością użycia broni jądrowej, jest sprzeczny z ich światopoglądem. W Strefie Gazy Izrael zademonstrował gotowość do spowodowania katastrofalnych zniszczeń infrastruktury cywilnej. Iran jest przedstawiany nie jako państwo rywalizujące, lecz jako Amaleka, biblijny wróg, którego nakazano wymazać z pamięci. Kiedy izraelscy przywódcy przywołują Amaleka, nie posługują się metaforą. Powołują się na mandat do wojny totalnej. Powstrzymanie się od izraelskiego użycia broni jądrowej nigdy nie było wynikiem sumienia; było konsekwencją, a konkretnie obawą przed utratą amerykańskiego wsparcia politycznego, wojskowego i dyplomatycznego. Jeśli to zabezpieczenie zostałoby cofnięte lub ograniczone, powód do powściągliwości by zniknął.

Chrześcijańscy syjonistyczni sojusznicy w Waszyngtonie wzmacniają tę dynamikę. Dla nich obecny konflikt nie jest tragedią, której trzeba położyć kres, lecz proroctwem, które ma się spełnić. Apokaliptyczne narracje przedstawiają eskalację jako boską konieczność, a nie strategiczny błąd. To zewnętrzne uzasadnienie może subtelnie zmienić moralny ciężar eskalacji, sprawiając, że to, co niewyobrażalne, wydaje się przesądzone. Kiedy amerykańscy urzędnicy znajdujący się pod wpływem tej ideologii zajmują kluczowe stanowiska, w tym w Pentagonie, próg akceptacji izraelskiej eskalacji obniża się. Zatem nawet jeśli Stany Zjednoczone cofną się o krok, bardzo ważne elementy amerykańskiego systemu nadal będą w pełni popierać maksymalistyczne żądania i działania Izraela.

Niebezpieczeństwo nie polega na tym, że Izrael „zachwieje się” w przypływie irracjonalności. Niebezpieczeństwo polega na tym, że jego przywódcy podejmą zimną, wyrachowaną decyzję: jeśli Stany Zjednoczone się wycofają, jeśli klęska konwencjonalna stanie się nieuchronna, a Iran postrzegany jest jako Amalekici, to użycie broni jądrowej nie jest szaleństwem, lecz strategią. Opcja Samsona została zaprojektowana, aby zapewnić, że Izrael nigdy nie stanie w obliczu samotnej zagłady. Jednak samo jej istnienie stwarza przewrotną zachętę: im bardziej Izrael wydaje się być osaczony, tym bardziej prawdopodobne jest, że zaatakuje ze wszystkich sił.

 

Istnieje również inna możliwość strategiczna takiej sytuacji. Izrael zadbałby o to, by Ameryka wiedziała, że ​​Izrael może sięgnąć po broń jądrową, jeśli zostanie przyparty do muru. Teoretycznie byłby to czynnik wiążący Amerykę z Izraelem, który zapobiegałby nadmiernemu zbuntowaniu się Izraela. Jednak, jak widzieliśmy, w Ameryce są osoby, które mogą chcieć przeprowadzenie ataku nuklearnego na Iran, ale być może nie chcą sobie zbytnio brudzić rąk – znacznie lepiej, żeby Izrael wziął na siebie winę.

To nie jest scenariusz, w którym racjonalni aktorzy rozważają opcje w próżni. To scenariusz, w którym ideologia, syjonistyczna idiolatria, desperacja militarna i polityczne porzucenie spotykają się ze sobą. Jeśli Izrael użyje broni jądrowej, nie stanie się tak dlatego, że stracił rozum. Stanie się tak dlatego, że dojdzie do wniosku, „racjonalnie” (podkreślam cudzysłów), że przetrwanie wymaga zniszczenia wroga i że świat ostatecznie zaakceptuje to jako „fakt dokonany”. Tabu przeciwko użyciu broni jądrowej utrzymuje się od osiemdziesięciu lat nie dlatego, że przywódcy są cnotliwi, ale dlatego, że konsekwencje były zbyt straszne, by je rozważać.

 

Być może już teraz niektórzy decydenci na Bliskim Wschodzie zaczynają rozważać coś, co nie mieści się w głowie.
Ashes of Pompeii

tł. AF Poray

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem

Newsletter

Dołącz do naszego biuletynu i otrzymaj bieżące informacje o naszych działaniach

Wyślij

Kontakt

email : biuro[at]koreus.pl
Przedstawiciel : Andrzej Jędrzejewski - tel. 513 989 601
siedziba: 20-068 Lublin, ul. Leszczyńskiego 23