slide 1

Afryka potrzebuje silnych mężczyzn, aby budować silne instytucje

Andrzej Jędrzejewski włącz .

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Importowana demokracja, daleka od wyzwolenia Afryki, zamyka ją w błędnym kole, które utrwala jej zacofanie.

 Niniejszy artykuł, stosując podejście socjometryczne, synchroniczne i diachroniczne, stara się zdekonstruować fundamentalne kłamstwo, na którym opiera się ustalony porządek (I), a następnie naświetlić mechanizmy pułapki demokratycznej, w którą wpadają narody afrykańskie (II). Następnie wyciąga wnioski z doświadczeń Rosji i Chin (III), a następnie kieruje żarliwy apel do afrykańskiej młodzieży, aby pozostała niezłomna i zdeterminowana w obliczu wyzwań swoich czasów (IV), w tym decydującym momencie, gdy Afryka musi wybrać swój los (V).

I. Kłamstwo założycielskieAfryka wybiera swj los

 W lipcu 2009 roku w Akrze Barack Obama, pierwszy amerykański prezydent pochodzenia afrykańskiego w czasach nowożytnych, wygłosił przed parlamentem Ghany przemówienie, które miało rozbrzmiewać przez dziesięciolecia: „Afryka nie potrzebuje silnych przywódców, potrzebuje silnych instytucji”. Sala owacjami. Kancelaria zachodnich stanów radowała się. Warunki MFW i Banku Światowego w końcu znalazły swój polityczny katechizm.

 Jednak za retoryczną elegancją kryje się pułapka koncepcyjna o niezwykłej skuteczności. Która instytucja w historii świata wyłoniła się z próżni? Która poprzedzała wolę człowieka zdeterminowanego, by ją założyć, bronić, tchnąć w nią życie?

 Afrykańska młodzież – najmłodsza na świecie, ze średnią wieku 19 lat – nie prosi już o pozwolenie na wybór własnego losu

Nikt. Nigdy. Nigdzie. Monteskiusz w „Duchu praw” stwierdza jednoznacznie: „Dajcie mi człowieka zdolnego do rządzenia, a stworzę dla was instytucje. Ale nie dawajcie mi instytucji bez ludzi: zostanie wam tylko szkielet”.

 Sam Waszyngton jest tego świadkiem: bez Alexandra Hamiltona nie byłoby federalnego systemu bankowego. Bez Abrahama Lincolna Unia by się rozpadła. Bez Franklina D. Roosevelta Nowy Ład nie istniałby. Silna instytucja jest zawsze dziełem silnego przywódcy. Nigdy go nie poprzedza. Czasami go przeżywa. Ale zawsze z niego się rodzi.

 Sékou Touré przewidział to już w 1958 roku, kiedy powiedział „nie” de Gaulle’owi – akt absolutnej suwerenności, chwalony przez historię, ale natychmiast ukarany przez Paryż, który sabotował rodzącą się Gwineę do ostatniego grosza. Thomas Sankara zapłacił za to życiem w 1987 roku, zamordowany przy czynnym współudziale Françafrique za śmiałość zbudowania prawdziwie niepodległego państwa Burkina Faso. Afrykański siłacz nie umiera ze słabości. Umiera z nadmiaru siły.

 II. Pułapka demokracji

 Liberalna demokracja eksportowana na kontynent afrykański od lat 90. XX wieku to nie wyzwolenie. To narzędzie celowej dezorganizacji, skalibrowane z chirurgiczną precyzją, by utrzymać państwa w stanie strukturalnej zależności.

 Rozbija społeczeństwa poprzez partyjną atomizację. Mnoży podmioty, nie pociągając ich do odpowiedzialności. Osłabia suwerenność pod płaszczykiem pluralizmu. Żąda wyborów bez zagwarantowania pokoju. Narzuca konstytucje, nie dbając o zaspokojenie podstawowych potrzeb. Podczas gdy afrykańskie stolice grają w grę wyborczą, Paryż nadal eksploatuje zasoby Sahelu poprzez Orano – dawną Arevę – które wydobywa 35% francuskiego uranu z Nigru, nie zapewniając jednocześnie Nigerczykom stabilnego dostępu do energii elektrycznej.

 Frank CFA pozostaje monetarną smyczą piętnastu pozornie suwerennych państw. Od 1945 roku wymaga od tych państw deponowania 50% – zredukowanych do 20% po 2005 roku, a następnie zreformowanych bez żadnej rzeczywistej przejrzystości – swoich rezerw walutowych we francuskim skarbie państwa. Mechanizm ten nie jest reliktem kolonialnym: to aktywny system przechwytywania bogactwa, zalegalizowany, zinstytucjonalizowany i zaciekle broniony w ramach Françafrique.

 Françafrica nie jest haniebnym wspomnieniem. To program, który trwa. Działa poprzez celowe zadłużenie, poprzez elity wyszkolone w Sciences Po i ENA, które wracają do rządzenia dla Paryża, a nie dla swoich obywateli, poprzez sieci Bolloré kontrolujące porty i telekomunikację, poprzez bazy wojskowe – Dżibuti, Dakar, Abidżan, Ndżamena, Niamey przed zamachem stanu – które pokrywają cały kontynent. Potrzebuje słabych państw. Potrzebuje instytucji bez kręgosłupa. Potrzebuje właśnie braku silnych przywódców.

 III. Lekcja Moskwy i Pekinu

 Władimir Putin nie odziedziczył silnych instytucji. W 1999 roku otrzymał kraj w stanie klinicznego rozkładu, wywołanego pierestrojką i głasnostią: PKB spadł o 40% od 1991 roku, średnia długość życia mężczyzn gwałtownie spadała, a oligarchowie rabowali zasoby narodowe przy entuzjastycznym wsparciu doradców MFW. Waszyngton nazwał to „terapią szokową”. Moskwa nazwała to katastrofą.

 Putin zbudował architekturę państwa, którą Zachód nazywa autorytaryzmem, a Rosjanie stabilnością. Rosyjska suwerenna demokracja – koncepcja sformułowana przez Władysława Surkowa już w 2006 roku – to nie demokracja Brukseli czy Waszyngtonu, a tym bardziej Londynu. To demokracja dostosowana do rosyjskiej historii, jej geografii i cywilizacyjnych ran. Jest suwerenna, ponieważ silny przywódca tak chciał.

 Xi Jinping rządzi 1,4 miliarda ludzi, zmniejszając skrajne ubóstwo z 88% w 1981 roku do mniej niż 1% w 2021 roku – wynik potwierdzony przez sam Bank Światowy. Chińskie instytucje są silne, ponieważ silna partia, kierowana przez silnego przywódcę, tak je zaprojektowała. Nie potrzeba wielopartyjnej walidacji wyborczej, aby wyrwać 800 milionów ludzi z ubóstwa.

 Afryka patrzy. Wyciąga wnioski. Bamako, Wagadugu, Niamey: reżimy wojskowe nie są dziełem przypadku historii. Są racjonalną odpowiedzią na udokumentowaną porażkę pięćdziesięciu lat demokracji pod kuratelą, demokradykturą.

 IV. Afrykańska młodzież wstaje

 Ulice Dakaru w 2024 roku. Place Konakry. Aleje Wagadugu z rosyjskimi flagami, powiewającymi nie z ideologii, lecz z instynktownego odrzucenia kurateli, która obiecywała wszystko, a nie dawała niczego. Afrykańska młodzież – najmłodsza na świecie, ze średnią wieku 19 lat – nie prosi już o pozwolenie na wybór własnego losu.

 Odrzuca importowany model z jasnością, której paryscy politolodzy nie chcą analizować bez protekcjonalności. Instynktownie rozumie to, co pięćdziesiąt lat demokracji atlantyckiej empirycznie dowiodło: demokracja bez suwerenności to farsa. Krwawa farsa.

 Ten ruch nie jest krokiem wstecz. To krok naprzód. Podąża śladami, Patrice'a Lumumby, straconego w 1961 roku przy współudziale CIA i Belgii za chęć nadania Kongo kongijskiego charakteru; Thomasa Sankary, zlikwidowanego w 1987 roku na rozkaz Blaise'a Compaoré i za zgodą Pałacu Elizejskiego; Muammara Kaddafiego, zamordowanego w 2011 roku, w momencie, gdy opracowywał panafrykańską walutę opartą na złocie. Ci ludzie nie byli demokratami w liberalnym rozumieniu tego słowa. Byli budowniczymi państwa. Silnymi ludźmi służącymi potężnemu projektowi. Właśnie z tego powodu zostali zabici.

 V. Moment wyboru

 Afryka nie może sobie pozwolić na luksus kruchych instytucji w świecie zorganizowanych drapieżników. Działa w środowisku, w którym główne mocarstwa zachodnie – Stany Zjednoczone, Francja i Wielka Brytania – z absolutną determinacją dążą do realizacji swoich interesów narodowych. Twierdzenie, że może im się przeciwstawić, mając prezydentów z jedną kadencją, rozdrobnione parlamenty i banki centralne pod zagraniczną kontrolą, oznacza skazanie kontynentu na wieczną niewolę.

 Potrzebujemy ludzi, którzy naprawdę rządzą. Ludzi, którzy mówią „nie” Paryżowi, gdy Paryż wydaje rozkazy. „Nie” Waszyngtonowi, gdy Waszyngton stawia warunki. „Nie” Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu, gdy ten żąda prywatyzacji wody. Ludzi, którzy budują państwa zdolne do obrony swojego terytorium, kontrolowania swojej waluty, wyżywienia swoich obywateli, uzbrojenia swojej armii i kształcenia młodzieży, nie czyniąc z nich sług globalnej gospodarki.

 Afrykańska demokracja musi być suwerenna, inaczej nie będzie istnieć. Obama mylił się w Akrze. Być może nie ze złej woli, ale dlatego, że mówił z Waszyngtonu – to znaczy z kraju, który obalił Allende, finansował Mobutu, uzbroił milicje i zdestabilizował dwadzieścia afrykańskich rządów w imię tej samej demokracji-koloni, którą głosił.

 Historia Afryki się rozwija. Tworzy się teraz w Bamako, Niamey i Wagadugu. Tworzą ją ludzie, którzy wybrali siłę. Wkrótce okaże się, że formuła Obamy nie była uniwersalną prawdą. Była ideologiczną dyrektywą mającą na celu utrzymanie imperialnego porządku.

  

Mohamed Lamine

Mohamed Lamine KABA, ekspert w dziedzinie geopolityki zarządzania i integracji regionalnej, Instytut Zarządzania, Nauk Humanistycznych i Społecznych na Uniwersytecie Panafrykańskim.

Źródło: NEO

 tł. AF Poray

 

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem

Newsletter

Dołącz do naszego biuletynu i otrzymaj bieżące informacje o naszych działaniach

Wyślij

Kontakt

email : biuro[at]koreus.pl
Przedstawiciel : Andrzej Jędrzejewski - tel. 513 989 601
siedziba: 20-068 Lublin, ul. Leszczyńskiego 23


/* Tło i marginesy dla modułu aktualności */ .tloaktual .module-content, .tloaktual .box, .tloaktual .deepest { background-color: #e8f5e9 !important; padding: 15px !important; } /* Zmiana koloru linków w tym konkretnym module */ .tloaktual a, .tloaktual a:link, .tloaktual a:visited { color: #ff0000 !important; /* Tutaj wpisz swój wymarzony kolor zamiast czerwonego #e8f5e9 */ } /* Opcjonalnie: kolor linku po najechaniu myszką */ .tloaktual a:hover { color: #1b5e20 !important; /* Kolor po najechaniu myszką */ }