Jak wojna uczyniła z Iranu „czwartą potęgę”
[ tłumaczenie]
Andrzej Filus
Bejrut – Nie każda zmiana w systemie międzynarodowym zwiastuje zgiełk wielkich bitew czy zmianę formalnych sojuszy. Czasami zmiany następują z pozornie niewielkiego, ale strukturalnie kluczowego punktu: korytarza morskiego, węzła energetycznego lub wąskiego gardła w łańcuchach dostaw. To, co wydarzyło się w Cieśninie Ormuz w ostatnich miesiącach, to nie tylko incydent w wojnie regionalnej, ale fundamentalny moment, który ujawnia, że system rządzący światem od zakończenia zimnej wojny chwieje się i że kształtuje się nowa koncepcja potęgi; potęgi mierzonej nie tylko wielkością gospodarki czy liczbą lotniskowców, ale zdolnością do kontrolowania niezawodności samego przepływu: przepływu energii, handlu i czasu.
Przez dekady amerykańska hegemonia budowana była na pozornie oczywistym równaniu: Stany Zjednoczone nie kontrolują wszystkiego, ale uniemożliwiają innym kontrolowanie ich własnych przestrzeni. Dominują na półkuli zachodniej, uniemożliwiają Chinom ustanowienie całkowitej hegemonii nad Azją Wschodnią i ograniczają Rosję do Europy. Ta „negatywna hegemonia” – zarządzanie równowagą sił i uniemożliwianie innym jednostronnych działań – wystarczyła do ustanowienia kompleksowej centralnej pozycji Ameryki, nawet bez bezpośredniej okupacji czy tradycyjnej administracji kolonialnej. Bliski Wschód, a w szczególności Zatoka Perska, stanowił oś tego równania: ten, kto zapewnia przepływ ropy, zapewnia rytm globalnej gospodarki, a ten, kto zapewnia ten rytm, ma władzę, by wpływać na wszystkich.
Jednak równanie to opierało się na milczącym warunku: linie dostaw były bezpieczne, ryzyko dało się kontrolować, a „zagrożenie” pozostawało w granicach swoich teoretycznych granic. Właśnie tam pojawiły się pęknięcia. Niedawna wojna nie tyle zmieniła mapę kontroli geograficznej, co zmieniła samo znaczenie kontroli. Kontrola nie oznacza już zamknięcia czy okupacji cieśniny, lecz możliwość uczynienia jej żeglugą niepewną. Wystarczy, by każdy tankowiec stał się zagrożeniem, a każda podróż potencjalną stratą, by bez formalnego zamknięcia cieśnina przestała spełniać swoją podstawową funkcję. Tak właśnie sprawuje się władzę w XXI wieku: nie poprzez całkowity zakaz, lecz podważając zaufanie.
W tym kontekście Iran wyłonił się jako aktor, który szybciej niż inni zrozumiał logikę sytuacji. Nie dorównywał Stanom Zjednoczonym, Chinom ani Rosji pod względem tradycyjnych kryteriów – ani ekonomicznym, ani militarnym – ale posiadał coś znacznie rzadszego: dominującą pozycję w krytycznym momencie, bez bezpośredniej alternatywy, oraz gotowość do stosowania „ograniczonych zagrożeń” zamiast wojny totalnej. Sporadyczne ataki, wyrachowane groźby i jeden jasny przekaz: możemy sprawić, że ta globalna arteria stanie się nieprzewidywalna. Rezultatem było nie tylko zamknięcie Cieśniny, ale coś znacznie poważniejszego: załamanie się jej wiarygodności. Towarzystwa ubezpieczeniowe podniosły składki lub się wycofały, ruch morski gwałtownie spadł, a państwa importujące zaczęły działać w oparciu o założenie, że energia nie jest już tylko towarem rynkowym, ale kwestią codziennego bezpieczeństwa narodowego.
W tym przypadku równowaga sił zmienia się bez jednego wystrzału. Ochrona każdego tankowca przez całą dobę to kosztowne, ciągłe i wymagające dużych nakładów zadanie. W przeciwieństwie do tego, druga strona musi jedynie sporadycznie atakować, aby utrzymać klimat niestabilności. To jest „asymetria kosztów”: zadanie obrony staje się znacznie droższe niż zadanie destabilizacji. I właśnie z tej luki wyłania się nowa potęga. Pytanie nie brzmi już, kto kontroluje morze, ale kto może je uczynić niebezpiecznym.
Upadek starego modelu Zatoki Perskiej podąża za tym schematem. Wcześniej układ był prosty: producenci eksportowali, rynki ustalały ceny, a Stany Zjednoczone zabezpieczały szlaki. Układ ten pozwalał na współistnienie konkurencji ze stabilnością. Dziś ta równowaga się rozpada. Wraz ze wzrostem kosztów ubezpieczeń i ryzykiem związanym z transportem morskim, zmieniają się kalkulacje zarówno krajów produkujących, jak i importujących. Kontrakty zaczynają się zmieniać, szlaki się zmieniają, a priorytety polityczne dostosowują się do podmiotu, który może bezpośrednio wpływać na „niezawodność” eksportu. A ta zdolność, ze względu na położenie geograficzne i obecne okoliczności, przeniosła się na Iran.
Konsekwencje tej zmiany wykraczają poza region. Azja, silnie uzależniona od energii z Zatoki Perskiej, stoi przed nowym dylematem: jak zapewnić stabilne dostawy energii w niestabilnym otoczeniu? Chiny, choć bardziej zdywersyfikowane pod względem źródeł energii, pozostają związane z infrastrukturą łączącą je z Zatoką Perską. Indie, Japonia, Korea Południowa – wszystkie te gospodarki opierają się na stabilnym przepływie energii. Każde zakłócenie tego przepływu przekłada się na inflację, niestabilność walutową i ograniczone możliwości polityczne. Z czasem „potrzeba energii” staje się kompasem polityki zagranicznej, jeszcze bardziej zawężając pole manewru.
Z drugiej strony, inne mocarstwa czerpią korzyści z tej niestabilności. Rosja, jako główny eksporter energii, czerpie zyski z wysokich i zmiennych cen. Chiny mogą absorbować znaczną część dostaw i przekierowywać je za pośrednictwem własnych sieci. Iran, zajmując kluczową pozycję, zyskuje wpływy znacznie przekraczające jego tradycyjną siłę. Formalny sojusz między tymi aktorami jest niepotrzebny; wystarczy konwergencja bodźców. Kiedy struktura systemu popycha graczy w tym samym kierunku, pojawia się niezadeklarowany „faktyczny sojusz”.
W ten sposób kształtują się cechy nowego systemu: nie systemu trójbiegunowego, jak wcześniej sądzono, lecz raczej kwartetu, w którym Iran wchodzi jako mocarstwo „ponadregionalne” o globalnych wpływach, pomimo braku niektórych tradycyjnych elementów siły. Pozycję tę zapewniają mu nie zasoby wewnętrzne, lecz wpływy zewnętrzne: niezbędny atut w globalnej gospodarce, niezwykle wrażliwej na upływ czasu i ryzyko.
W obliczu tej zmiany Stany Zjednoczone znajdują się w krytycznym momencie. Pierwszą opcją jest próba odzyskania kontroli militarnej nad cieśniną. Wymagałoby to jednak długoterminowego zaangażowania, za wysoką cenę, w warunkach, w których kontrola nie jest gwarantowana nawet przy przewadze militarnej. Problemem nie jest już „otwarcie” cieśniny, ale „zapewnienie” jej bezpieczeństwa, co wymaga stałej obecności i zdolności zapobiegania wszelkim incydentom, nawet tym drobnym. W asymetrycznym świecie jest to cel niemal niemożliwy do osiągnięcia.
Drugą opcją jest zaakceptowanie nowego porządku, w którym Stany Zjednoczone nie są już jedynym gwarantem niezbędnych przepływów. Ta akceptacja nie oznacza natychmiastowej porażki, ale pociąga za sobą redefinicję roli i statusu. Oznacza to przejście od jednostronnego centralizmu do ograniczonego pluralizmu, w którym kilka mocarstw dzieli się możliwością wpływania na kluczowe elementy systemu. A jest to zmiana, która, jeśli utrwali się na przestrzeni lat, staje się trudna do odwrócenia.
Pomiędzy tymi dwiema opcjami kryje się trzecie zagrożenie: negowanie rzeczywistości. Kiedy polityka opiera się na założeniach, które nie są już aktualne, eskalacja staje się psychologicznym substytutem adaptacji. Aktor wpada w „pułapkę eskalacji”, wspinając się szczebel po szczeblu drabiny, nad którą nie ma pełnej kontroli, mając nadzieję na przywrócenie dawnej równowagi. Paradoks polega jednak na tym, że stare narzędzia kontroli mogą nie działać w nowym kontekście. Przewaga militarna, która wystarczała do kontrolowania korytarzy, nie wystarcza do kontrolowania „oczekiwań”, „bezpieczeństwa” i „zaufania”. A gdy te elementy zostają zakłócone, system się zmienia, nawet jeśli mapy pozostają niezmienione.
W centrum tego scenariusza leży głębszy paradoks: system zbudowany na gwarancji przepływów jest teraz zagrożony z samej logiki tych przepływów. Im bardziej świat opiera się na precyzyjnych łańcuchach dostaw, tym bardziej staje się podatny na nawet drobne zakłócenia. A im wyższy koszt zakłóceń, tym większa wartość możliwości ich zagrożenia. To gra w katastrofę: władza nie leży już w absolutnej kontroli, ale w zdolności do uczynienia kontroli niemożliwą lub zbyt kosztowną.
Z tej perspektywy pytanie nie brzmi już: Kto wygrał tę czy inną wojnę? Lecz raczej: Kto na nowo zdefiniował zasady gry? Odpowiedź sugeruje, że ktokolwiek zdołał przekształcić cieśninę w instrument globalnego wpływu, zdołał przenieść się z marginesów systemu do jednego z jego centrów. To wyjaśnia, dlaczego obecne transformacje wydają się głębsze niż tylko doraźne skutki militarne czy polityczne. Są to transformacje strukturalne, które mają realny wpływ na samo funkcjonowanie globalnej gospodarki.
Nie należy jednak sprowadzać tej sytuacji do sztywnych nieuchronności. System międzynarodowy, z samej swojej natury, można przekształcać poprzez innowacje i adaptację. Kraje mogą dążyć do dywersyfikacji źródeł energii, rozwoju alternatywnych szlaków, inwestowania w magazynowanie lub przeprojektowywania sieci ubezpieczeniowych i transportowych. Jednak te rozwiązania wymagają czasu i ogromnych inwestycji, a tymczasem „wąska szyja” pozostaje kluczowym czynnikiem. Innymi słowy, okno możliwości, które się otworzyło, nie zamknie się szybko.
Podsumowując, znajdujemy się w momencie przejściowym, w którym „polityka kontraktów” ma pierwszeństwo przed „polityką terytorium”. Ten, kto posiada kontrakt, posiada zdolność wpływania na rozległe terytoria bez kontrolowania ich. A ten, kto zrozumie tę zasadę na wczesnym etapie, gromadzi wpływy przekraczające jego rozmiar. Ci, którzy trzymają się przestarzałych zasad, ryzykują, że znajdą się w wojnie, której przedmiot już nie istnieje.
W tym sensie problemem nie jest tylko Iran, ale lekcja, jaką on niesie: że potęga w połączonym świecie nie jest już mierzona wyłącznie tym, co posiadasz, ale tym, ale tym, co możesz zakłócić u innych. Jeśli ta logika będzie się utrzymywać, porządek międzynarodowy będzie się kształtował nie tylko wokół armii i marynarek wojennych, ale także wokół punktów przeciążenia i niezawodności. To właśnie tam, w tych wąskich przestrzeniach, przez które przechodzi świat, kształtuje się nowy układ sił.
Karim Haddad
Autor jest libańskim pisarzem.
Źródło:Theinteldrop

